Aktualności

Na Wielki Piątek a będzie on inny w tym roku bo z uwagi na stan zagrożenia epidemicznego w związku z czym moje pielgrzymowanie do trzynastu grobów w kościołach krakowskich nie będzie możliwe, postanowiłam zamieścić moje osobiste przesłanie dotyczące krzyża.

 

Krzyż a bywa, że mamy ich kilka, a nawet kilkanaście są integralną częścią życia każdego człowieka. Od krzyża nie może się on uwolnić. Jest dany każdej i każdemu.

 

W moim jakże długim życiu odbyłam kilkanaście pielgrzymek, za każdym razem udawałam się do świętego miejsca z intencją, bardzo osobistą, a wracałam z pielgrzymek z kolejnym krzyżem.

 

Patrząc na każdy z tych krzyży, przypominam sobie miejsce, ludzi i samą siebie oraz intencję, z jaką się udawałam, by w modlitwie odnajdywać siłę do dźwigania krzyża.

 


 

 

******************************************************************************************************************************************************************************************


 


 

Moje trzynaście krzyży

 

Pierwszy krzyż był dla mnie wyjątkowy. On mnie nauczył jednego, każdy ma swój krzyż i nawet, jak bardzo człowiek chce się go pozbyć, to się mu nie uda.

Ten pierwszy krzyż uświadomiłam sobie jak byłam w 7 klasie szkoły podstawowej. W 1947 r. mama wysłała mnie do Zarzecza do starszej o dziewięć lat siostry, która była już młodą mężatką i pracowała na poczcie. Byłam samodzielna a do szkoły w Nisku, które było wtedy małym miasteczkiem powiatowym chodziłam razem z innymi dziećmi. Zajmowało nam to godzinę i 10 minut. W jedną stronę mieliśmy sześć i pół kilometra i przeprawialiśmy się promem przez San bo most pomimo, że od zakończenia drugiej wojny światowej minęły dwa lata, wciąż był zniszczony. Po pewnym czasie wszystkie dzieci z naszej grupy oprócz mnie dostały rowery i już nie musiały na piechotę pokonywać drogi. Mówiło się, że dawna mieszkanka Zarzecza, która wyjechała do Ameryki przysyłała różne rzeczy rodzinie i sąsiadom – wystarczyło do niej napisać z podaniem czego potrzeba. Ale ja byłam obca we wsi i myślałam, że pomoc należy się tylko tutejszym. I pewnego dnia coś się zdarzyło, co zmieniło moje życie. Kiedy wszyscy zeszli z promu i wsiedli na swoje rowery a ja na piechotę ruszyłam do szkoły, usłyszałam głos  – A panienka nie ma roweru? Grzecznie wyjaśniłam po drodze, że nie mam tu rodziny, jestem obca i znikąd nie ma pomocy. I kiedy już prawie przeszliśmy sześć i półkilometrowy odcinek, na odchodne nieznajomy wręczył mi karteczkę i nakazał, bym po szkole udała się na ulicę Kolejową pod wskazany adres. I poszedł w swoją stronę a ja do szkoły. Po lekcjach udałam się zgodnie z instrukcją na kartce. W pomieszczeniu zastałam starszego pana siedzącego za ogromnym biurkiem tzw. gdańskim. Przeszliśmy następnie do dużej sali, w której pod ścianą stały rowery,  trzy czy cztery. Powiedział: - Niech panienka sobie wybierze. I wzięłam damką z kolorowa siatką na kołach. Byłam szczęśliwa. To był mój pierwszy prawdziwy rower! Wcześniej, za czasów niemieckich mieliśmy drewniany rower, na którym nauczyłam się jeździć. Koledzy i koleżanki byli zdumieni i pytali: - Skąd masz taki rower? A Irenka, która była moją przyjaciółką wyznała: - Jak myśmy dostawali rowery, to nasze mamy prosiły nas, żebyśmy nie wyjawiły skąd je mamy. A one były przekazywane przez „unrę” bo tak swojsko tę amerykańską instytucję (pełna nazwa brzmi: United Nations Relief and Rehabilitation Administration - Administracja Narodów Zjednoczonych do spraw Pomocy i Odbudowy).

Przez ten rower miałam pełno adoratorów. Byłam nie tylko szczęśliwa ale i dumna. A do tego byłam zastępową i lada moment miałam zostać drużynową a objąć te funkcje miałam po starszej o rok koleżance. Niestety na drugi dzień po tym, jak odstałam rower powstało „czerwone” harcerstwo i przestałam należeć. I od tej pory nie należałam do niczego.  I to był ten krzyż.

Potem nadeszła tragedia siostry. Urodziło im się dziecko a wszyscy mieszaliśmy w jednopokojowym służbowym mieszkaniu pocztowym. Niestety szwagier miał nałóg – namiętnie grywał w karty i była obawa, że któregoś dnia przegra wszystko. I zdarzyło się, że pan Antoni Sobiło poczciwy sklepikarz, któremu na sercu leżał los tej młodej rodziny, powiedział mi: - Wyleczymy Frania! Dał mi instrukcję, zgodnie z którą miałam postępować. Nie rozumiałam tego, ale robiłam tak, jak prosił, poszłam do starego domu, gdzie miałam zastać szwagra grającego w karty. I kiedy przyszłam na miejsce, rzeczywiście przy dużym stole siedziało czterech mężczyzn. Kiedy się ujawniłam Franio wyskoczył i wybiegł za mną i obiecał, że jeśli nie powiem siostrze o tym, co widziałam, to on przestanie grać. Od tej pory byłam związana z tajemnicą. I faktycznie go wyleczyłam z nałogu a jednocześnie czułam, że on mnie nienawidzi.

Po zdaniu „małej matury” z Wydziału Oświaty do Liceum  w Nisku przyszło zalecenie, żeby chętne dziewczęta zrobiły kurs pedagogiczny prowadzenia sierocińców. I z naszego rocznika zgłosiło się cześć dziewcząt. A razem z mną Alicja Habudzianka, której rodzice mieli posiadłość koło Rudnika nad Sanem.  Jej ojciec był posłem do BBWR. Przez wakacje prowadziłam dla dwadzieściorga dzieci mini przedszkole. Za pierwsze zarobione pieniądze pojechałam do Rozwadowa i kupiłam mamie piękny fularowy szal, tatusiowi pachnący tytoń do fajki a sobie szlafrok i jedwabne koszulki. Po wakacjach rozpoczęłam naukę w Liceum w Stalowej Woli (14 kilometrów od Zarzecza). Moje koleżanki rozpoczęły prace w instytucie rolniczym a ja bardzo chciałam pójść na studia do Krakowa, w domu zawsze mówiło się Kraków – miasto świętej królowej Jadwigi. Do liceum dojeżdżałam rowerem 14 km, dodatkowo znalazłam pracę jako kontystka w magazynie budowlanym a ponieważ nauka odbywała się w systemie trzyzmianowym w miarę mogłam pogodzić wszystko naukę i pracę oraz dojazdy. W jednej ławce siedziałam z Marysią starsza ode mnie o 7 lat, której opowiedziałam o mojej sytuacji. Rozwiązaniem było znalezienie dla mnie lokum na miejscu w Stalowej Woli, bo było wiadome, że jesienią i zimą nie dam rady dojeżdżać rowerem. Na szczęście brat Marysi znał dyrektora technikum pana Walczynę. Zostałam przyjęta do pracy w sekretariacie, a co było najważniejsze otrzymałam własny pokój w internacie. Były to domki typu fińskiego z łóżkiem z żelazną ramą, łazienką i kuchnią. Również posiłki śniadania, obiady i kolacje były na miejscu. Pomyślałam Panie Boże wszystko mam! I szkołę i pracę. Moja praca w sekretariacie polegała na prowadzeniu ewidencji uczniów. Ze wszystkich zapamiętałam jednego ucznia, który często przychodził żeby usprawiedliwić nieobecność i powodem najczęściej były pogrzeby, a to babci, a to dziadka i wydawało mi się to podejrzane. Ja to wszystko notowałam w zeszycie. Dyrektor by bardzo zadowolony z mojej sumiennej pracy i ciągle mnie wypytywał dlaczego chcę iść na studia bo wiedział, że wybieram się na archeologię. Obiecywał mi, że jak zdam maturę a nie dostanę się na studia, to on mnie przyjmie na kierownika sekretariatu. Wkrótce potem technikum zamieniono na Wyższą Szkołę Inżynierską. Jednak miałam ambicje i pragnęłam pójść na studia. Pewnego razu podczas pracy do sekretariatu przyszedł do mnie Marian Słabiński - prawdziwy albinos, którego bardzo się wystraszyłam. Wyszedł z propozycją wspólnego wyjścia w niedzielę nad San razem z jego młodszym bratem. Kiedy tak rozmawialiśmy siedząc nad rzeką z widokiem na pole tataraku, każdy z nas opowiedział, co chciałby robić w życiu, o czym marzy i co ma w planach. Marian został profesorem na Politechnice Warszawskiej, Adam – kompozytorem (otrzymał wiele nagród, m.in. w 1966 z Agnieszką Osiecką) i 1967 (z Wojciechem Młynarskim) na Krajowym Festiwalu Polskiej Piosenki w Opolu).

Ja z kolei myślałam o archeologii. Skąd to się wzięło u mnie? Z lekcji historii, mieliśmy wspaniałą nauczycielkę Bronię Turkowską siostrę Mariana legionisty i generała. Słuchaliśmy jej opowieści z zapartym tchem. A poza tym wiedzieliśmy, że w Zarzeczu w 1934 roku prowadzono badania cmentarzyska łużyckiego a pracami wykopaliskowymi kierował dr Tadeusz Reyman z Krakowa, który na polu W. Maziarza, na północ od Hawrył rozkopał ogółem 49 grobów – wszystkie przedmioty takie jak waza, czerpaki i naczynia V okresu epoki brązu znalazły swoje miejsce w utworzonym w 1934 roku Muzeum Historycznym w Sanoku. A cała dokumentacja z wykopalisk została zdeponowana w Muzeum Archeologicznym w Krakowie, więc tym bardziej chciałam studiować w mieście świętej królowej Jadwigi. Na egzamin przyjechałam do Karkowa o 4.00 nad ranem i gdzieś w okolicach św. Anny zaczepiłam człowieka pytając o drogę a on mnie zaprowadził do Collegium Novum do Sali 56, gdzie zdawaliśmy pisemny a potem zobaczyłam go na egzaminie ustnym bo jak się potem okazało był to prof.  Podkaniewski.  Zdałam na 5 i 4 ale nie zostałam przyjęta z powodu braku miejsc. Powiedziano mi, że z tą ilością punktów to mogłabym dostać się na historię do Lublina albo na prawo na Uniwersytet Jagielloński, przy czym musiałabym zdać jeszcze egzamin z geografii we wrześniu. I tak dostałam się na studia prawnicze.

 

 

 

O tym, czym jest krzyż i jaki jest to krzyż przekonałam się bardzo wcześnie, a było to w gimnazjum, potem przyszedł czas na rozpoznanie drugiego.

Ten kolejny uświadomiłam sobie właśnie wtedy, kiedy jednocześnie uczyłam się w liceum (na trzecią zmianę) i jednocześnie pracowałam najpierw jako kontystka (kobieta zapisująca pozycje księgowań na odpowiednie konta, pomoc księgowej – przyp. red.) a potem w sekretariacie w liceum. Mieszkałam wówczas w Stalowej Woli, której huta na mapie przedwojennej Rzeczypospolitej była jednym z najważniejszych ośrodków Centralnego Okręgu Przemysłowego. Po II wojnie światowej sprywatyzowana przez komunistyczne władze PRL Huta Stalowa Wola dalej zajmowała się produkcją zbrojeniową, poszerzając stopniowo asortyment. Później nawiązała współpracę z firmami zachodnimi i przestawiła się na maszyny budowlane, zupełnie nową gałąź polskiego przemysłu. Dzięki współpracy kooperacyjnej z firmami brytyjskimi, amerykańskimi i niemieckimi uzyskano najnowsze technologie, ale to było dopiero na przełomie lat 60 i 70 XX w.

Zdjęcie, które przechowuję pochodzi z 1950 r. Fotograf, kolega dziś nie pamiętam dokładnie kto mi je zrobił, gdzieś przy ulicy Sienkiewicza, w tle widoczne jest osiedle dla kadry inżynieryjnej huty – typowa zabudowa z okresu międzywojnia. Miałam wtedy 17 lat i byłam samodzielna w takim sensie, że moi rodzice nie musieli absolutnie się o mnie martwić: bo przecież pracowałam i otrzymywałam wynagrodzenie, pilnie się uczyłam i marzyłam o studiach chociaż dyrektor Walczyna usilnie namawiał mnie do pozostania w Stalowej Woli i pracy w sekretariacie – z czasem mogłam objąć obowiązki głównej sekretarki. Tak mi się wydaje, że byłam wtedy szczęśliwa i to zostało zarejestrowane na fotografii. Po drodze do pracy miałam w zwyczaju wstępować do kościółka. To jedno z nielicznych zdjęć z tamtego okresu ze Stalowej Woli.

Potem nastały czasy krakowskie. Na studiach wykładowcami byli przedwojenni profesorowie, jednak nie byliśmy wolni od indoktrynacji. Młodzi zaangażowani działacze partyjni, pokroju Stefana Bratkowskiego (W 1949 został członkiem Związku Młodzieży Polskiej. Jesienią 1956 rozwiązał ZMP na UJ. W grudniu tego samego roku zorganizował pierwszy zjazd Rewolucyjnego Związku Młodzieży w Warszawie z udziałem trzech tysięcy delegatów. Od 1956 do 1957 zasiadał w komitecie centralnym Związku Młodzieży Socjalistycznej przy. red.) próbowali wpajać nam idee marksizmu i leninizmu. A to się kłóciło z wiarą katolicką i miałam poczucie winy i kiedy spowiadałam się u Kapucynów wyznałam: - ojcze co robić, jak nie będę się uczyła, to mnie wyleją, na co spowiednik odrzekł: - moje dziecko, jak możesz, to się ucz, od nauki nie zostaniesz komunistką! Rozbroił mnie kompletnie tym stwierdzeniem. Byłam bardzo pobożna, aż za nadto, może trochę ta moja pobożność ocierała się o dewocję, była raczej teatralnym niż duchowym przeżyciem.

Lata 50. XX w. to były straszne czasy, słyszeliśmy o aresztowaniach i procesach prawników, historyków, jak na przykład Stanisława Grzybowskiego (został aresztowany w kwietniu 1950 w sprawie działalności organizacji antykomunistycznej założonej przez jego kolegów z liceum: Marka Kublińskiego i Bogdana Różyckiego) a następnie przez kilka miesięcy więziony w siedzibie Urzędu Bezpieczeństwa przy placu Inwalidów i w więzieniu przy ul. Montelupich. Dla młodych ludzi, dwudziestoparoletnich to były trudne wybory. Po czyjej stronie stanąć, jakimi wartościami się kierować, jak postępować. To był krzyż, kolejny krzyż, który dźwigałam. Zdałam sobie sprawę, że krzyż jest czymś, z czym należy się pogodzić, zaakceptować go. To trzeba sobie uświadomić.

Pamiętam z rozmów z dzieciństwa, gdy starsze siostry Marysia albo Kazia  wracały od bardziej majętnych koleżanek, trochę zazdrosne, że one mają więcej, że im niczego nie brakuje, a tata wtedy mówił: - i pamiętaj moje dziecko, jak długo będziesz u mnie i będziesz jadła mój chleb, to będziemy razem pracować na ten chleb. A jak odejdziesz, to ja się nie będę do Ciebie wtrącał. Kiedy słuchałam tych słów z drugiego pokoju, nie do końca je rozumiałam, dziś wiem, że to, co człowiek usłyszy w zasadniczych sprawach w dzieciństwie, to zaczyna pojmować później i to pomaga człowiekowi w starości. Ja to wiem.

Pamiętam taką romantyczną historię. Mieliśmy kolegę w klasie, Zdzisia Kalinkę, który lubił grać na organkach. Ale dzieci w klasie przeważnie śmiały się z niego kiedy grał. Ja natomiast słuchałam go z uwagą. I Zdzisiu kiedyś zaproponował mi spacer. Poszliśmy niedaleko szkoły na polanę, gdzie rosły sasanki. I zanim zaczął grać narwał całe naręcze tych sasanek i dal mi a potem coś zagrał. Nie mogę sobie przypomnieć jaka to była melodia. Było to bardzo romantyczne aczkolwiek Zdzisiu nie był moją sympatią. Jednak bardzo było to miłe. I niewątpliwie bardzo romantyczne. Zdzisiu nie poszedł na studia i nie wiem jakie były jego życiowe losy. A scenę z kwiatami – dodam, że pierwszy raz dostałam kwiaty od kolegi – mam do teraz przed oczami.

Paradoks w życiu polega na tym, że najpierw czegoś się oczekuje i wszystko chce się mieć, nawet poganiamy czas, a gdy osiągamy to coś, znowu chcemy więcej i więcej. A ja uważam, że najważniejsze są marzenia, pragnienia, które się ma do 20 r., że jeśli się je zapisze w kajeciku, to potem człowiek ma całe życie, żeby to się zrealizowało. Marzyłam o studiach archeologicznych – z konieczności poszłam na prawo, jednak próbowałam przez całe życie rozwijać zainteresowania archeologią, stąd moje liczne podróże, pod tym względem to marzenie spełniłam. Miałam też wielką ambicję poznania ludzi wartościowych i to się ziściło.

 

 

 

 

 

 

***************************************************************************************************************************************************************************

 

Wybitne osobowości prezentujące prawo moralne, to oni są wizjonerami, a takich osobowości nam brak. 

**********************************************************************************************************************************************************************************************

 

 

 

 

 


 

********************************************************************************************************************************************************************************************

 

Złoty pociąg rzekomo zakopany pod Wałbrzychem to nic w porównaniu ze Szkieletorem – wieżowcem w krakowskiej dzielnicy Grzegórzki, przy rondzie Mogilskim,  a zwłaszcza znajdującym się pod nim na głębokości piętnastu metrów schronem przeciwatomowym. Jak twierdzą świadkowie był tak urządzony, żeby towarzysze z PZPR przez sześć miesięcy mogli w nim przetrzymać. Pamiętam wystawę, którą gościłam u siebie w lipcu 2008 r. "Szkieletor x 13". Było to trzynaście odsłon industrialnego pejzażu Marii Zachwieji–Wala a w roli głównej słynny Szkieletor.

 

 

Na wernisażu zebrało się liczne grono malarzy krakowskich, znajomych i przyjaciół artystki. Wszyscy z wielkim zapałem dyskutowali o budowli i przestrzeni architektonicznej wokół. Prof. Jaszczyk twierdził, że Szkieletora trzeba wyburzyć, mieszkaniec Dzielnicy Grzegórzki, p. Owczarek przedstawił aż pięć koncepcji zagospodarowania tego terenu. Natomiast p. Natalia Skocz rzecznik prasowy właściciela Szkieletora przekonywała, że do końca 2012 r. zostanie rozwiązana sprawa Szkieletora z korzyścią dla miasta i satysfakcją dla zebranych w galerii „Audialnia”. Podobno najpóźniej o końca 2019 r. Szkieletor ma się przeobrazić w nowoczesny wieżowiec o nazwie Treimorfa. Proponuję, aby na trzynastym piętrze urządzić galerię, która każdego roku gromadziłaby kolejny obraz jednego z półtora tysiąca krakowskich artystów malarzy, i tak przez okres 100 lat. 

 

********************************************************************************************************************************************************************************************


Cykl obrazów i grafik prezentowanych w witrynach mojego mieszkania - saloniku. Idea tej formy ekspozycji polega na tym, że chętni artyści (maksymalnie pięcioro) co miesiąc pokazują jeden obraz (łącznie każdy pokaże 13 prac). Dodatkowo autorzy umieszczają tekst nawiązujący do powstania dzieła lub jego przesłania. W ten sposób nawiązują dialog z oglądającym, którym jest przypadkowy przechodzeń.

 

 

 

 

Ryszard Żaba - wiersz tomiku "Idę pogadać z chmurami" - 2014 r.

Kruszynka, Pinokio, Kastorek. Moje koty, które żyły i mieszkały ze mną i moim mężem w saloniku - mieszkaniu, i które zainspirowały Pana dr Ryszarda Żabę, z racji Jego częstych odwiedzin, do twórczości kociej.

Witryna dla Mistrza - 13 obrazów

 




 


********************************************************************************************************************************************************************************************







***********************************************************************************************************************************************************

 

 

Witryna dla Mistrza - 13 obrazów

 

 

 

 

 


 

Maria Baster-Grząślewicz "Rzym - Cień przeznaczenia"

Twarze

pomników

skrzywione grymasem

udawanej

 

pewności siebie

M B-G

 

Witryna dla Mistrza - 13 obrazów

 

 

Ewa Kalinowska-Maćków


 

Ewa Kalinowska-Maćków

 





 

 

 

 

 

 

Witryna dla Mistrza - 13 obrazów

 

Zbigniew Stary

 

Salon  Audialnia, Kraków 2016/2017

„Japońskie impresje” to wystawa prezentująca eteryczne piękno  określone naturalnymi ale przytłumionymi  kolorami. Cechą charakterystyczną prac jest zamierzone rozmycie złamane małym kadrowaniem. Starałem się stworzyć subtelny nastrój w przedstawianiu otaczającej nas przyrody. Obrazy mają wywołać wspomnienia z dzieciństwa, przeszłości i tęsknotę za przemijaniem. Balans  cienia i światła ma dać odbiorcy przestrzeń do kreatywnej interpretacji obrazów.

Życzę Państwu wielu artystycznych doznań w kontakcie z pięknem widzianym oczami pasjonata kultury  i sztuki japońskiej.

                                                                                                       Zbigniew Stary

 






 

*****************************************************************************************************************************************************************************

 

Niedawno otrzymałam list z serdecznymi pozdrowieniami od Oli i Juli Skorb z Chicago wraz z dołączonymi zdjęciami sprzed czterech laty. Moją one dla mnie wielką wartość sentymentalną i przypominają o minionych przeżyciach z moim ostatnim kotem Kastorkiem.

 

 


 

*******************************************************************************************************************************************************************************************

 

 

Miłość bezwarunkowa

Cykl wierszy autorów, którzy mieszkają i piszą w małych ośrodkach m.in. w Chrzanowie, Libiążu, Kędzierzynie-Koźlu, Tarnowie, Zatorze, a od czasu do czasu przyjeżdżają do Krakowa i spotykają się w moim mieszkaniu, by zaprezentować swoją twórczość. Są ludźmi różnych profesji, aktywnymi zawodowo i na emeryturze, a więc są w różnym wieku i właśnie dzięki temu uzupełniają się pokoleniowo. 

 

 

Autor :Gustaw Czerwik, Chrzanów

 

 

Autor: Janusz Czerwik, Zator

Śmierć róży

 


 

Autor: Tamara Mariola Tarasek, Kędzierzyn Koźle

Autor: Bogusława Chwierut, Libiąż

Autor: Małgorzata Kulisiewicz, Kraków


 


********************************************************************************************************************************************************************************************

 

Nr 10 - Rozważania archonta z dnia 20.05.2016 r.


 

Nr 9 - Rozważania archonta z dnia 19.05.2016 r.

 

 

Nr 8 - Rozważania archonta z dnia 7.04.2016 r.

Aborcja = zbrodnia

Uważam, że żadne małżeństwo, czy to w formie cywilnej czy kościelnej, nie gwarantuje stałości małżeńskiej bowiem najważniejsza jest miłość. Bez względu na okoliczności. A miłość nie może być obowiązkiem,  jeśli tak jest, to mamy fikcję miłości, fałsz, bo nie można z obowiązku kochać!

Pamiętam, że przed laty na 500 spraw rozwodowych, aż 450 dotyczyło dzieci i powtarzało się jedno i to samo zdanie: „Gdybyś nie była w ciąży, to bym się z tobą nie ożenił”.  A więc prawie wszystkie małżeństwa zawierane były pod presją dziecka. Najważniejszy jest człowiek. Medycyna wyprzedziła religię i prawo. Medycyna stwierdziła, że poczęte dziecko jest osobą i kościół to zaaprobował dlatego od samego początku mamy do czynienia z osobą. Wniosek: kobieta w ciąży powinna podlegać ochronie, opiece lekarskiej, żeby nie była uzależniona od opinii rodziców, znajomych, żeby nikt nie wywierał na niej presji, zwłaszcza tzw.  otoczenie. Często się zdarza, że matki chcą usunąć ciążę ze względu na naciski innych. Dzieci należy podzielić na przedślubne, ślubne i poślubne. I każde dziecko powinno być objęte opieką prawną od samego poczęcia. Od okoliczności, w jakich człowiek został poczęty zależy jego szczęście. Ten moment jest szalenie istotny, więc jeśli kobieta chce zadecydować o losie swojego przyszłego dziecka, powinna zapytać ojca tego dziecka bowiem zawiera ono po połowie geny i matki i ojca. Ludzie zagubili istotę rzeczy.    

 

********************************************************************************************************************************************************************************************

 

Nr 7 - Rozważania archonta z dnia 24.03.2016 r.

Jak szybko można dojść do fortuny!

Opiszę w jaki sposób na jednym mieszkaniu kilka osób wzbogaciło się kosztem prawowitych właścicieli. Po długoletnim dokuczaniu przez A. Dworakowską, postanowiliśmy sprzedać mieszkanie w czym miał nam pomóc adwokat XX. Mieszkanie sprzedaliśmy aktem notarialnym…. w kancelarii notarialnej przy ul. Karmelickiej a nowy właściciel S. Balicki na zakup mieszkania miał wziąć kredyt, przy czym nam powiedział, że nie dostał, więc po otrzymaniu  zaliczki czekaliśmy na spłatę pozostałej kwoty. [...], a na dodatek z ksiąg wieczystych dowiedziałam się, że Balicki dostał kredyt z Banku Millenium, mało tego kredyt na mieszkanie został spłacony do tego banku. Wobec tego zawiadomiłam prokuraturę i wszczęto postępowanie. W akcie notarialnym było zapisane, że kupujący miał wpłacić kwotę półtora miliona na moje konto. A pieniądze nie wpłynęły. Nie mam mieszkania, nie mam pieniędzy, nie ma oszusta! Prokurator zawiesił postępowanie. S. Balicki sprezentował mieszkanie swojej mamie Wiesławie Balickiej. Ta historia pokazuje, że przy takiej manipulacji, trzeba zrobić tylko jedno:  zachować pozory uczciwości i można wywieść w pole seniorów. To jest jak afera amber gold tylko w mniejszej skali.

 

********************************************************************************************************************************************************************************************

 

Nr 6 - Rozważania archonta z dnia 10.03.2016 r.

Widmo Bieruta

Widmo Bieruta i Różańskiego krąży po Rzeczypospolitej, a to w sądach w formie dekretów, a to w prokuraturach, policji, służbach specjalnych i… nowoczesnych partiach; krąży w drugim i trzecim pokoleniu po ubowcach, pezetperowcach, zetempowcach, zetesempowcach, ormowcach, zomowcach. Przypomina o swojej obecności, hydra się odradza. Czuwaj harcerzu! Odradzają się ci, których przodkowie byli zdrajcami Polski. To fakt, nigdy nie będzie czystego społeczeństwa: są zarówno źli jak i dobrzy. A pisze to archont, który przeżył niejeden ustrój, spotkał na swojej drodze różnych ludzi i zaobserwował rozmaite postawy życiowe. Weźmy taki temat, jak kształtowały się ludzkie postawy  w PRL-u? Oto przykłady: jako pierwsze wymienię kobiety pracujące na różnych stanowiskach w zakładach pracy, tzw. cichodajki, które dla osiągnięcia celu – a wtedy dobrem najwyższym było mieszkanie gotowe były na wszystko, by otrzymać własne M1 (poza kolejnością). Następnie panowie, którzy dla zdobycia talonu na samochód, najczęściej była to syrenka, robili różne rzeczy, dla osiągnięcia celu. Mieć syrenkę w tedy to było coś, było się kimś. I trzecia postawa – kobiety, żony, matki, damy socjalizmu, które robiły wszystko by wyjechać na wczasy z rodziną.  Oni wszyscy chcieli mieć coś więcej niż inni. Jedni powiedzą, że oni byli ambitni, zaradni – to nieprawda, oni służyli władzy, Moskwie, oni byli zdrajcami. 

 

********************************************************************************************************************************************************************************************

 

Nr 5 - Rozważania archonta o uchyleniu Dekretu Bieruta z dnia 4.03.2016 r.

W obecnej chwili należy natychmiast podjąć starania o uchylenie dekretu Bieruta. Ów dekret jest główną przyczyną dla zlikwidowania Trybunału Konstytucyjnego. A z kolei Trybunał Konstytucyjny gwarantuje majątek opozycji sejmowej. Jeżeli sejm uchyli w szybkim trybie dekret Bieruta, pozbawi majątków członków SLD, PO, PSL i Nowoczesnej. Majątki te są  w rękach obecnej opozycji rządzącej.  Dobrowolnie nie zostaną przekazane prawowitym właścicielom. Trzeba im te majątki zabrać. Należy zwrócić się do przewodniczącego Trybunału Konstytucyjnego i wszystkich jego członków z ramienia PO z zapytaniem dlaczego nie zainicjowali uchylenia dekretu Bieruta. Archont stawia też pytanie dlaczego władza ustawodawcza czyli Sejm nie zrobił tego dotychczas? Prawa obywatelskie tych, co utracili swoją własność w wyniku dekretu Bieruta zostały naruszone! Dlaczego o tym się nie mów?  Wniosek archonta: jak długo będzie istniał tamten porządek prawny, tj. będzie obowiązywał dekret Bieruta, nie będzie demokracji i nie będzie sprawiedliwości. W momencie uchylenie dekretu  i podobnych jego, spór ustanie.

 

********************************************************************************************************************************************************************************************

 

Nr 4 - Ostatnie uwagi archonta na temat Trybunału Konstytucyjnego z dnia 18.02.2016 r.

Propozycja archonta jest następująca. Trybunał Konstytucyjny należy umiejscowić w Sądzie Najwyższym jako trzeci izba konstytucyjna obok izby cywilnej i karnej. I w tak zasadniczej sprawie należeć będzie podejmowanie przez Sąd Najwyższy decyzji czy sędziowie Sądu Najwyższego chcą by TK wszedł w skład trzeciej izby. Wówczas może to stanowić zasadę prawną, która będzie obowiązywała jako zasada wynikająca z Konstytucji RP. Należy szanować trójpodział władzy: sejm – izba ustawodawcza, której członkowie wybierani są z woli narodu oraz władza wykonawcza i sądownicza. Te trzy rodzaje władzy nie mogą wpływać na siebie. Każda władza polityczna ma spełniać rolę narodu w swoim zakresie. W sytuacji, kiedy Trybunał Konstytucyjny będzie władzą sądowniczą, sędziowie będą wyłaniani w izbie konstytucyjnej tak i jak w izbie cywilnej i karnej. W takiej sytuacji zbędne jest prowadzenie dalszego sporu o Trybunał Konstytucyjny. Spór ten wprowadza tylko zamęt w społeczeństwie. Trzeba zakończyć spór i stworzyć nowy porządek prawny.   

 

********************************************************************************************************************************************************************************************

 

Nr 3 - Rozważania archonta o Trybunale Konstytucyjnym z dnia 13.01.2016 r.

W osiemdziesiątym trzecim roku życia doszłam do wniosku, że Trybunał Konstytucyjny jest zbędny. Dlaczego? Bo obywatelowi w jego własnej sprawie przysługuje odwołanie się bezpośrednio do Konstytucji RP, czyli jeśli obywatel staje przed sądem to ten sąd przed jakim on występuje ma prawo odwołać się wprost na Konstytucję. Piszę jako archont, który przygląda się procesowi tworzenia nowego porządku prawnego. Ale żaby ten nowy porządek mógł zaistnieć, trzeba zburzyć stary porządek. I na te przemiany zezwolili obywatele, ci którzy oddali swoje głosy na obecnie zasiadających w parlamencie. Ja też oddałam swój głos na mojego przedstawiciela i razem z innymi oczekuję od parlamentarzystów ustanowienia nowego porządku prawnego. To jest realizacja demokracji. Społeczeństwo wybrało i oczekuje zmian. Należy przypuszczać, że obrońcy demokracji czyli KOD, to dzieci i wnuki ludzi z porządku stalinowskiego, którzy obawiają się, że teraz oni coś utracą. A co z tymi, którym kiedyś zabrano?  

 

********************************************************************************************************************************************************************************************

 

Nr 2 - Rozważania archonta o Trybunale Konstytucyjnym z dnia 30.12.2015 r.

Wobec wielkiego zamieszania wokół Trybunału Konstytucyjnego, proponuję zastanowić się, gdzie powinien być usytuowany TK? I moje rozwiązanie zakłada, że TK jest władzą sądowniczą więc powinien być umocowany jako trzecia izba Sądu Najwyższego obok izby cywilnej, karnej i konstytucyjnej. A według trójpodziału, co władza ustawodawcza ustali, to sąd ma do tego narzędzia, czyli prawo. Władza ustawodawcza ma pierwszeństwo bo ona jest wybierana drogą demokratycznych wyborów. Lud na drodze wyborów oddaje swoją władzę, tyle ile jej posiada, czyli każdy obywatel ma jeden głos. Z doświadczenia archonta wiem, że TK (poprzedni) swoje źródło powstania miał w Konstytucji Stalinowskiej i dziwnym trafem później został przyjęty do nowej Konstytucji jako pewien porządek prawny przemycony ze starego ustroju (Konstytucji Stalinowskiej, dekretu Bieruta). I dziwne się mi wydaje to, że TK nigdy nie sprawdził, czy jest on zgodny z obecnie obowiązującą Konstytucją. Należy przypuszczać, że było to działanie celowe, ażeby nie oddać ludziom tego, co dekret Bieruta im zabrał. Należę do tej grupy społeczeństwa polskiego, które nie odzyskało tego, co jej się należy. Uważam, że poniżające jest to, że w sprawach prywatnych sądy w postępowaniu muszą posługiwać się dekretem Bieruta. I to jest upokarzające również dla sądu. W tym archont upatruje główną przyczynę oporu, jaki stawia obecny TK, który nie chce się rozwiązać. A sędziowie powinni ustąpić. TK już dawno powinien był uchylić dekret Bieruta, który zabrał obywatelom ich własność. Dekret jest niezgodny z obowiązującą Konstytucją. Naprawę państwa trzeba zacząć od wyrównania ludzkich krzywd, od stabilizacji własności.     

 

*******************************************************************************************************************************************************************************
 

Nr 1 - Rozważania archonta o demokracji z dnia 9.12.2015 r.

Z racji wieku mam pełne prawo nazywać się archontem ( a ten, kto nie wie kim był archont nich przeczyta na Wikipedii) i opisywać rzeczywistość taką, jak widzi ją obywatelka RP w 82 roku życia. Wydarzenia w naszym kraju w ostatnich tygodniach unaoczniają brak podstawowej wiedzy na temat ustroju demokratycznego. Dlatego pochylam się nad tym zagadnieniem. Cofnijmy się do starożytnej Grecji, gdzie narodziła się demokracja. Otóż w takim polis, czyli mieście-państwie żyło 5 tys. wolnych obywateli, którzy mieli prawo decydowania o wszystkich ważnych sprawach i aż 15 tys. niewolników bez jakiegokolwiek prawa. W Polsce mieliśmy do niedawna taki dziwny porządek: 15. sędziów Trybunału Konstytucyjnego decydowało o wszystkim, przy czym tzw. całej reszcie wydawało się, że to ona ma wpływ na cokolwiek. Przeżyłam swoje życie w różnych dyktaturach i ustrojach, a teraz jako archont pytam się w jakim porządku prawnym posługuje się Sąd Najwyższy? Skromna obywatelka pyta uczciwie i mam nadzieję, że doczeka się słusznej odpowiedzi.  

 

********************************************************************************************************************************************************************************************

 

NEWS -25.11.2015 r.

               Słucham z uwagą relacji radiowych z pobytu Prezydenta Dudy w Chinach. Zadziwia mnie fakt, że zaledwie w cztery miesiące po objęciu urzędu Andrzej Duda podjął się rozmów z przedstawicielami Państwa Środka. We wtorek spotkał się w Suzhou z chińskim premierem Li Keqiangiem.  Wyraził nadzieję, że Polska stanie się podstawowym partnerem Chin w Europie w ramach chińskiego projektu „Jednego Pasa i Jednego Szlaku”, czyli sieci korytarzy transportowych łączących Kraj Środka z UE. W programie podróży prezydent ma też spotkanie m.in. z przewodniczącym chińskiego parlamentu Zhang Dejiangiem, zwiedzanie Muru Chińskiego, spotkanie z Polakami mieszkającymi w Chinach i udział w koncercie laureata tegorocznego konkursu chopinowskiego.

             Analizując te wiadomości, myślę sobie, że te działania tworzą wielkie podwaliny pod wspólną przyszłość w dziedzinie wymiany gospodarczej, kulturalnej i naukowej obu krajów: 38 milionowej Polski i 1,357 miliardowej Chińskiej Republiki Ludowej. Ale jednocześnie uświadamiam sobie, że już przed 7 laty wykonałam maleńki krok w stronę zbliżenia obu kultur naszej i chińskiej. W sierpniu 2008 r. pokazałam w swojej galerii obrazy współczesnego artysty malarza Kecai Li. Zaprezentował on obrazy z cyklu "Zakazane Miasto w Pekinie". Były to prace olejne pokazujący architekturę pałacu wzniesionego za panowania dynastii Ming. Podczas wernisażu pianistka Man Li Szczepańska wykonała koncert fortepianowy utworów muzyki chińskiej. Zawsze jestem otwarta na ludzi innych kultur i wiem, że to szalenie ubogaca mnie i moich gości. Teraz przekonuję się, że to, co robiłam i robię wpisuje się w szerokie plany nowego Prezydenta, którego od samego początku bardzo popieram. 

 

 

 

******************************************************************************************************************************************************************************************

NEWS - 1.12.2015 r.

             W 2013 r. w odręcznie napisanym piśmie zwróciłam się do Sądu Najwyższego z uprzejmym zapytaniem w jakim porządku prawnym ma toczyć się postępowanie sądowe w sprawie przysługującego mi majątku po Spółce Akcyjnej Teren dla Przemysłu Budowlanego Sygn. Akt V1 Ns 11/07/s - postępowanie sądowe powinno się toczyć a z jakiś względów nie postępuje.  Przy czym za porządek prawny rozumiem obowiązujące normy prawne (system prawa) układ organów i instytucji oraz procedur dotyczących rozstrzygania określonych spraw wpływający na zachowania  podmiotów prawa względem siebie. Cechuje go wysoki stopień sformalizowania, wynikający z dużej złożoności i szczegółowości regulacji dotyczących budowy struktur organizacyjnych państwa oraz praw i obowiązków podmiotów prawa.

                  Od tygodnia nie gasną emocje i toczą się w mediach gorące dyskusje dotyczące Trybunału Konstytucyjnego który stoi na straży Konstytucji będąc jednocześnie częścią władzy sadowniczej, która wynika z trójpodziału władzy: na ustawodawczą, wykonawczą i sądowniczą. Moje pytanie, obywatelki ponad osiemdziesięcioletniej zadane wówczas przed dwoma laty, dziś ponawiam. Zapytuję raz jeszcze o porządek prawny. Nie zapominamy, że Trybunał Konstytucyjny ustanowiono ustawą z dnia 26 marca 1982 r. o zmianie Konstytucji Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej, a powołano do życia – po trzech latach ostrych sporów – ustawą z dnia 29 kwietnia 1985 r. o Trybunale Konstytucyjnym. Działalność orzeczniczą rozpoczął w 1986 r. Zatem jeśli Trybunał Konstytucyjny wywodzi się z Konstytucji, którą nazywam Stalinowską, to w jakim w porządku prawnym orzeka? Czy spór o Trybunał Konstytucyjny nie jest sporem o porządek prawny?  

********************************************************************************************************************************************************************************************

 

 

NEWS - 25.02.2016 r.

http://krakow.tvp.pl/24184984/25-ii-2016-godz-2145

KRONIKA: 25 II 2016, GODZ. 21.45

 

 

*******************************************************************************************************************************************************************************************

 

Chrząszcz brzmi w trzcinie grupa 13 poetów jako domownicy w moim mieszkaniu galerii "Audialnia".

 

1. Maria Baster-Grząślewicz

​2. Teresa Oleś-Owczarkowa

​3. Ryszard Żaba

4. Stanisław Ledóchowski

5. Marta Mollendo Pilszczek

​6. Sabina Treffler

7. Janina Bergander

8. Danuta Dróżdż

9. Maria Jasek

10. Katarzyna ANKA Konior

11. Zofia Matejska-Góral

12. Magdalena Paździora

13. Ryszard Tylman

(więcej)

 

 

******************************************************************************************************************************************************************************

 

Rozważania o czasie i długowieczności z dnia 29.10.2015 r.

Gdy się skończy 70 lat, to rok liczy się jak miesiąc, gdy 80 lat – jak tydzień, gdy 90 – jak jeden dzień, a gdy 100 – jak jedna godzina!

Gdy się skończy 70 lat na każdy rok przypada jedna choroba. To jest rachunek jaki się płaci za długie życie. Ja już mam 82 lata i zinwentaryzowałam 12 chorób, o których nie mówię, bo to jest mój prywatny kapitał chorobowy.  Każdą chorobę trzeba polubić, gdyż choroba jest jak cień. Trzeba się przyzwyczaić i koniec. Żyję po spartańsku, jadam jak starożytni filozofowie, mieszkam jak księżna Salomea w swoim eremie. Na tym polega długowieczność.

 

 

*******************************************************************************************************************************************************************************

Rozważania o miłości rodzicielskiej z dnia 7.10. 2015 r.

O miłości rodzicielskiej

Przewodnią nicią mojej opowieści jest miłość matki do córki na przykładzie Agnieszki Dworakowskiej. Są to moje przemyślenia, które posiadam na skutek tego, że zostałam oszukana. Konsekwencje tego procederu ponoszę do dziś.  Chciałabym zaapelować do ludzi decyzyjnych o podjęcie stosownych działań oraz przestrzec  innych, żeby nie dali się złapać w sidła zastawione przez nieuczciwych ludzi. 

(więcej)

 

********************************************************************************************************************************************************************************

 

 

Cykliczne oraz humorystyczne lekcje poezji, mowy i dykcji.

 


 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

(więcej)

 

*******************************************************************************************************************************************************************************

 

MAJ - 2016 r.

Pielęgnując pamięć o wspaniałym człowieku i oddanym pedagogu, dawni członkowie chóru „Dzieci Krakowa”, spotykają się dwukrotnie w ciągu roku, a czynią to od ponad 10 lat. Wychowankowie prof. Józefa Suwary dziś, są przedstawicielami różnych profesji, ale łączy ich jedno wrażliwość na dobro, piękno i muzykę, którą przekazał im Profesor.    






 

 

******************************************************************************************************************************************************************************************

 

Tytuł wystawy: Uchwycone w ruchu

Data prezentacji wystawy: marzec 2016 r.

Autor prac: Ilja van de Pavert

(więcej)

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

********************************************************************************************************************************************************************************************

 

Tytuł wystawy:  "Rysunkowe zapiski pewnej Idei"

Data prezentacji wystawy: luty 2016 r.

Autorzy prac: Bure Misie z Krakowskiego Ogniska Wspólnoty Burego Misia

(więcej)

 

 

 

********************************************************************************************************************************************************************************************

 

Tytuł wystawy:   Pięć Pokoleń

Data prezentacji wystawy: grudzień 2015 / styczeń 2016 

(więcej)


 

 

********************************************************************************************************************************************************************************************

 

Tytuł wystaw:    Moje sentymenty

Data prezentacji wystawy:    listopad 2015 r.
Autor:  Andrzej Sodowski
Technika:    malarstwo  

(więcej)

 

 

*******************************************************************************************************************************************************************************************

 

Tytuł wystaw:    Z MOJEGO OGRODU

Data prezentacji wystawy:    październik 2015 r.
Autor:  Podhalański Uniwersytet Trzeciego Wieku w Zakopanem
Technika:    malarstwo  

(więcej)


 

************************************************************************************************************************************************************************************

 

Tytuł wystaw:    OCZYMA WYOBRAŹNI

Data prezentacji wystawy:    wrzesień 2015 r.
Autor:  Zbigniew Stary
Technika:    malarstwo  

(więcej)

 

 

 

*************************************************************************************************************************************************************************************

 

Tytuł wystaw:    BARWY DŹWIĘKU

Data prezentacji wystawy:    czerwiec 2015 r.
Autorzy:  Maria Baster-Grząślewicz
Technika:    malarstwo  

(więcej)


 

 

***************************************************************************************************************************************************************************************

 

**************************************************************************************************************************************************************************************

 

Tytuł wystaw:       WYOBRAŹNIA

Data prezentacji wystawy:    maj 2015 r.
Autorzy:  Członkowie Zwierzynieckiego Koła Przyjaciół Sztuk Wszelkich
Technika:    malarstwo  

(więcej)

****************************************************************************************************************************************************************************************

 

 

 

 

*******************************************************************************************************************************************************************************************

 

Tytuł wystaw:       DRZEWA

Data prezentacji wystawy:   3-28.02.2015 r.
Autor:   Piotr Lechowicz  
Technika:    fotografia

(więcej)


*******************************************************************************************************************************************************************************************

 

Tytuł wystaw:     ZEN i ZAZEN

Data prezentacji wystawy:    8.11 – 20.12.2014
Autor:  Zbigniew Stary
Technika:    malarstwo  

 

W dniach od 8 listopada do 20 grudnia 2014 roku swoje prace eksponował Zbigniew Stary - miłośnik sztuki i kultury japońskiej. Wystawiane obrazy przedstawiały filozofię ZEN i ZAZEN w interpretacji autora. Zamysłem malarza było zwrócenie uwagi na symbole kultury Japonii w aspekcie medytacji i szeroko pojętej estetyki. Była to okazja do poczucia smaku i klimatu sztuki japońskiej w "widzianej oczami i sercem" autora, oraz refleksji nad sensem życia. Dopełnieniem artystycznych wrażeń było czytanie wierszy - TANKA autorstwa Zbigniewa Starego zawartych w zbiorze poezji "Kropla z liścia zawisła", krakowskiego wydawnictwa - MINIATURA.

Małgorzata Malinowska

 

 

 

 

 

 

 

 

 

*************************************************************************************************************************************************************************

 

 

POLITYCZNO-KULTURALNY SATYRICON AUDIALNY

to w zamyśle jego twórcy autorska rubryka satyryczna, której celem jest zarówno komentowanie (w miarę możliwości "na bieżąco", choć nie tylko!) rozmaitych wydarzeń z zakresu szeroko rozumianej polityki i kultury, jak i czasem "luźne" (całkowicie niezależne od miejsca, czasu i przestrzeni!) poruszanie takich kwestii, które niejako "siłą rzeczy" budzą w społeczeństwie tyleż zainteresowań, co poniekąd kontrowersji, jakże często wywołując w nas napięcia, których bez wątpienia lepiej byłoby unikać! Ideałem byłoby, by mogła ona się okazać pewnym rodzajem "odgromnika", na wzór "wentyla bezpieczeństwa", co przez humor mógł łagodzić by nastroje, a co za tym idzie - wręcz promować dobre u nas obyczaje!


ENEN SLAVSKI - Z wykształcenia filozof, teolog, a po części również muzyk. Jak sam o sobie mówi: dosyć późno wkroczył na właściwą sobie "ścieżkę" błądząc po meandrach życia "pobocznymi gdzieś dróżkami", zwykle odczuwając to boleśnie, iż wciąż nie odnalazł jeszcze swego miejsca w tym otaczającym nas, coraz bardziej zbrutalizowanym świecie!

Od wielu lat związany z krakowskim środowiskiem poetyckim, w swej twórczości literackiej zdaje się wyróżniać wyjątkowym zmysłem satyrycznym, komentując z przymrużeniem oka rzeczywistość, która ze wszech stron, bez pardonu, zwykle wkracza w nasze własne, jakże często nieprzystosowane do niej życie!

 

Z drugiej strony, w swoich kompozycjach, które charakteryzuje wyjątkowo piękna melodyka, daje wyraz swej tęsknocie za tym światem, który z oczywistych względów pozostaje często tylko i wyłącznie w sferze naszych niedościgłych i zazwyczaj nigdy nie spełnionych marzeń!
 

 

Teksty autora ukazywać się będą jako komentarz do bieżących wydarzeń "OUT OF LIMIT"

oraz

w cyklu dwutygodniowym "POLITYCZNO-KULTURALNY SATYRICON AUDIALNY".

 

 

 

"OUT OF LIMIT"

 

6.11.2015 - "AD HOC (1)"    (kliknij aby przeczytać)

9.11.2015 - "AD HOC (2)"    (kliknij aby przeczytać)

13.11.2015 - "AD HOC (3)     (kliknij aby przeczytać)

16.11.2015 - "AD HOC (4)    (kliknij aby przeczytać)

 

 

"POLITYCZNO-KULTURALNY SATYRICON AUDIALNY"

 

30.10.2015 - Polityczno-Kulturalny Satyricon Audialny    (kliknij aby przeczytać)

13.11.2015 - PO-ST DEBATUM 2    (kliknij aby przeczytać)