Koncerty

 

Rok 2014

Rok 2013

Rok 2012

Rok 2011

Rok 2010

Rok 2009

Rok 2008

Rok 2007

Rok 2006

Rok 2005


Marek Piekarczyk. Wśród dźwięków starego fortepianu







 

Tekst i Fot.: Małgorzata Szymczyk-Karnasiewicz

Nikifor po łemkowsku w 120 rocznicę urodzin - 5.12.2015 r.

            Mała Lilka, córka Eckmuhla Tadeusza Xawiera Barona Reiskiego z Dubnic (dziedzica pałacu Vilémov w Czechach) chciała pisać ładne wypracowania i miała to szczęście, że rodzice zatrudnili prywatnego  korepetytora w osobie Henryka Sienkiewicza, późniejszego autora Trylogii. Pisarz zwykł był siadywać na dwuosobowej kanapie, która stała niegdyś w salonie Grabowskich w Warszawie, następnie w salonikach Reiskich w Krakowie przy ulicach Szewskiej i Siemiradzkiego, a od roku 2000 ma swoje miejsce w galerii Audialnia przy ul. św. Tomasza 32 m1.

            Na tej kanapie w sobotni wieczór 5 grudnia 2015 r. zasiadła pisarka i tłumaczka j. francuskiego Grażyna Dobreńko i przeczytała 13 swoich wierszy z tomiku „Nikifor Zwycięzca” wydanego w 2008 r. przez Klub Artystyczno-Literacki Teatru Stygmator, organizatora spotkania. Te same wiersze urodzonej w Olecku ale tworzącej w Krakowie autorki zabrzmiały również w języku łemkowskim a to za sprawą Piotra i Karoliny studentów jedynej na świecie filologii rosyjskiej z językiem rusińsko-łemkowskim na Uniwersytecie Pedagogicznym w Krakowie. Był to ukłon w stronę łemkowskiego pochodzenia Nikifora, którego matka Eudokia była ubogą głuchoniemą wyrobnicą, która zarabiała na życie m.in. noszeniem wody do krynickich schronisk i pensjonatów. To właśnie po matce, która wychowywała go samotnie, w wielkiej biedzie i poniewierce, odziedziczył wadę słuchu i wymowy (ojcem Nikifora był malarz polskiego pochodzenia mieszkający w willi „Trzy Róże”, największego w tamtym czasie pensjonatu w krynicy). Osierocony podczas I wojny światowej, nie umiejący porozumieć się z otoczeniem, traktowany był początkowo przez krynicką społeczność jako odmieniec - izolowany fizycznie i psychicznie, wyśmiewany. Nie wiadomo, skąd wzięło się jego imię (przezwisko? oryginalnie brzmiało ono prawdopodobnie Netyfor), w każdym razie używał go od najmłodszych lat i przez długi czas posługiwał się wyłącznie tym imieniem. W 1949 r., przy okazji pierwszej indywidualnej wystawy prac, która odbyła się w warszawskim salonie SARP-u, mianowano go okazjonalnie "Janem Nikiforem". Dopiero w 1963 r. urzędowo nadano mu nazwisko "Krynicki", co stanowiło przypieczętowanie administracyjnej normalizacji jego statusu (jednocześnie od władz Krynicy otrzymał mieszkanie). Natomiast w 2003 r. sąd w Muszynie działając na wniosek Zjednoczenia Łemków, rozstrzygnął, że prawdziwe imię i nazwisko Nikifora to: Epifaniusz (Epifan) Drowniak. Zanim Nikifor zdobył sławę i zaczęto o nim mówić i pisać, był częścią krynickiego pejzażu i zapisał się w pamięci wielu osób, które odwiedzały ten kurort, a były wśród nich p. Bożena Bisztyga i Stanisałwa Motak-Hnatowicz. Pierwsza poznała go będąc małą dziewczyną, kiedy spacerowała deptakiem z rodzicami i pamięta, że trochę się go bała, ale podobał się jej rysunek, który widziała na kartce papieru, a który Nikifor rysował ołówkiem śliniąc go. Natomiast p. Stanisława jeździła do Krynicy w czasie studiów i kupowała rysunki Nikifora, nie dlatego, że jej się podobały, ale z litości. Nie przypuszczała wtedy, że to nieślubne dziecko, brzydki kurdupelek, bełkoczący biedak, zdobędzie rozgłos i znajdzie się w gronie najwybitniejszych na świecie malarzy tzw. naiwnych, prymitywistów. 


 

(więcej)

 

********************************************************************************************************************************************************************************************



 

Tradycyjnie w ostatni piątek miesiąca w moim salonie – mieszkaniu odbywają się spotkania z teatrem, poezją, muzyką i tańcem, których organizatorem jest Teatr Słowa i Tańca JK. Listopadowe spotkanie toczyło się wokół Lwowa, jego historii, zabytków, a przede wszystkim piosenek lwowskich w wykonaniu Barbary Styrskiej i Jerzego Bożyka.Tu mała dygresja dotycząca Lwowa. Otóż, w latach 2007-2011 Romek – mój mąż, który pochodził z Gródka Jagiellońskiego koło Lwowa organizował i prowadził spotkania lwowiaków i sympatyków kresów. Byli  wśród nich członkowie krakowskiego oddziału Miłośników Lwowa i Kresów Południowo-Wschodnich a wśród nich: prof. Andrzej Laszczka (ur. w Gródku k. Łucka, ekonomista), prof. Stanisław Borkacki, Edward Brożyk, Adam Macedoński (ur. we Lwowie, artysta plastyk, poeta, działacz niepodległościowy), Grażyna Zamorska, Elżbieta Jaskólska, Jerzy Bożyk, Jadwiga i Ryszard Arnold, Łucja i Marek Gedlowie. Dla tego kilkunastoosobowego grona te spotkania były okazją do wspomnień o dzieciństwie, zawieruchach wojny i „repatriacji”. Zachowuję w pamięci tamte niezwykłe spotkania i ogromnie interesujące rozmowy, z których nie posiadam żadnej dokumentacji fotograficznej ani zapisu dźwiękowego. Czego bardzo żałuję, gdyż większość osób z tego grona nie żyje. Dziś byłby to bogaty zapis o rzeczywistości, która bezpowrotnie odeszła, bo tamtego polskiego Lwowa po prostu już nie ma. W mojej galerii gościłam kiedyś nieżyjącego już prof. Zbigniewa Łagockiego, na pytanie, czy chciałby wrócić do swojego Lwowa odpowiedział, że nie, bo nie ma już tych ludzi, podobnie odpowiadali mi inni urodzeni przed wojną lwowiacy, zmuszeni do repatriacji po 1945 r. O Lwowie i jego obrońcach z 1920 r. musimy pamiętać, tak, jak o Cmentarzu Orląt, który władza sowieckiego Lwowa zniszczyła i zbezcześciła, a myśmy odbudowali, o naszych wielkich postaciach urodzonych we Lwowie bądź związanych z tym miastem takich jak: Maria Konopnicka - pisarka; Juliusz i Wojciech Kossakowie;  Helena Modrzejewska – aktorka; Jerzy Janicki - pisarz, autor scenariuszy radiowych ("Matysiakowie") i filmowych ("Polskie drogi", "Dom") oraz licznych książek i filmów dokumentalnych o Lwowie; o. Serafin Kaszuba - skromny zakonnik, nazywany "Włóczęgą Bożym", przemierzający w ZSRR - "na nieludzkiej ziemi", wbrew szykanom i panującemu tam terrorowi tysiące kilometrów, docierając z posługa kapłańską do odległych zakątków rozległego imperium; Wojciech Kilar - wybitny współczesny kompozytor, twórca muzyki teatralnej i filmowej m.in. do dzieł Różewicza, Wajdy, Zanussiego, Hasa, Kutza, a także do nagrodzonego w 2003 roku Oskarem filmu Romana Polańskiego "Pianista"; Andrzej Kurylewicz - kompozytor i pianista współczesny, Janina Mierzecka – artystka fotografik; Henryk Mikolasch  - doktor filozofii, doktor farmakologii i chemii, fotograf i artysta malarz. 

W wieczorze wzięli udział aktorzy, poeci, muzycy którzy zarówno po polsku jak i gwarze lwowskiej zaprezentowali wybrane utwory. Charakteryzację artystów przygotowały panie z francuskiej szkoły wizażu, stylizacji i charakteryzacji.  

(więcej)

 

*******************************************************************************************************************************************************************************************

 

 

 

Tekst: Małgorzata Szymczyk-Karnasiewicz

Popołudnie muzyczne - 26.11.201 5 r.

Urok czarnego krążka 

Fot. Małgorzata Szymczyk-Karnasiewicz i Jerzy Karnasiewicz

Zespół projektowy „Chcę-Mogę-Potrafię Aktywni 60+” wraz z właścicielką salonu-galerii www.audialnia.pl p. Stanisławą Motak-Hnatowicz rozpoczyna cykl spotkań pt. „Oswajamy się”. Co kryje ten tytuł? Otóż, młodzi ludzie w wieku 20, 30 lat chcą poznawać pasje osób starszych.

Na pierwsze spotkanie zaprosiliśmy muzyków – prekursorów jazzu w Nowej Hucie panów: Żywisława Szczerbińskiego, Juliusza Malika, Stanisława Florka, którzy w listopadzie 1955 r., a więc dokładnie 60 lat temu zagrali pierwszy koncert w Domu Młodego Robotnika w Nowej Hucie. 

Spotkanie odbyło się we czwartek 26 listopada br. Było niezwyczajnie. Jerzy Karnasiewicz puszczał muzykę z płyt winylowych: Ewę Demarczyk, Edwarda Stachurę, Billy Heleya, wspaniałego Oscara Petersona i zespołu Grateful Dead. Smaczkiem była muzyka z płyt szelakowych z pozostawionej w Krakowie kolekcji pewnego oficera Armii Czerwonej oznaczonych jako "charoszaja muzyka". Słuchaliśmy foxtrota w wykonaniu Bimbo -Tanz Orchester z 1939 r. i muzyki Petera Igelhoffa z 1942 r. Nogi same rwały się do tańca. 

(więcej)

 

********************************************************************************************************************************************************************************************

 

Tekst i zdjęcia Małgorzata Szymczyk-Karnasiewicz

Popołudnie poetyckie - 15.11.2015 r.

Szczypta spontaniczności i odrobina kreatywności

Twórca analizy transakcyjnej Eric Berne uważa, że każdy dysponuje trzema stanami Ja: są to Dorosły, Rodzic (opiekuńczy i normatywny) i Dziecko (spontaniczne, przystosowane). Podczas jednej transakcji do głosu mogą dojść wszystkie te stany, czasem kolejno, a czasem np. dwa naraz. Efekt? Podczas jednej rozmowy może się spotkać – i próbować dogadać – aż sześć „osób”…

Najwyraźniej musiałam być w stanie dziecka spontanicznego, które jest ciekawe świata i nowych doznań, gdy na początku wakacji zrobiłam coś,  czego nigdy wcześniej nie zrobiłabym. Pojechałam na obóz Burego Misia na Kaszubach, spałam pod namiotem, opiekowałam się osobami niepełnosprawnymi. Zrobiłam to, a konsekwencje są takie, że bez Misiów nie mogę żyć. Misie „uzależniają” od siebie. Bo tak działa przyjaźń. A kiedy myślę o konkretnym Misiu widzę jego potrzeby. Anka na przykład pisze wiersze. Kiedy budzi się, ma już w głowie gotowy utwór. To mi się w niej podoba. Gdy dotarła do mnie wieść, że Ania przyjeżdża z Osady do Krakowa dorzuciłam na listę atrakcji spotkanie poetyckie. Myśląc o miejscu, mój wybór padł na krakowski salon- mieszkanie Pani Stanisławy Motak-Hnatowicz przy ul. św. Tomasza 32/m1. Pani Stanisława z ochotą przystała. Pomysł  szybciutko podchwyciła Magdalena Pasteczka, utworzyła wydarzenie na Fb, zadbała o to i owo. To poetyckie popołudnie było nie tylko udziałem Ani Halewskiej, ale również innych znanych nam pieśniarzy, bajarzy, poetów: Basi, Grażyny, Krzysztofa. A obok poezji zabrzmiała muzyka w wykonaniu Tomka Kasprzyka, który w salonie p. Stanisławy występował już przed kilku laty.

Wszyscy artyści zostali obdarowani pięknymi notesikami z Lajkonikiem w komplecie z elastycznym ołówkiem. Pamiętając o tych Misiach, do których Ania wróci, przekazałam kilkanaście sztuk notesików i ołówków oraz folderów „Trzy dni w Krakowie” ufundowanych przez Wydział Promocji i Turystyki Urzędu Miasta Krakowa.  Pojadą razem z Anią do Nowego Klincza jako suweniry.

Współtworzenie tego poetyckiego popołudnia było dla mnie wielką frajdą, bo znowu odezwało się we mnie dziecko spontaniczne, które cieszy się kiedy zrobi coś dobrego.   

Wiersz okolicznościowy napisany przez krakowskie Bure Misie podczas popołudnia poetyckiego w Audialni w dniu 15.11.2015 r.           Spisała ze słuchu Magdalena Pasteczka

Ulica świętego Tomasza, tutaj, w Krakowie
Przy Rynku Głównym 
Znajduje się piękna galeria Pani Stanisławy.
Obrazy tu są różne i ciekawe.
I książki, anioły, piękna zieleń, fortepian.
I trzy koty tu mieszkały.
Misie dziś przyjechały zewsząd
I każdy inaczej malował będzie Burego Misia.
Ania na przykład przyjechała z końca świata.
Przyjechała na tydzień.
Wierszy Ani słuchaliśmy
Piosenek Basi i Grażyny.
A Tomek pięknie grał na flecie
A może kiedyś zagra pięknie na adapterze Misiu.
A na zakończenie:
Czekamy na czerwiec!
Pojedziemy na Kaszuby.
Na te beczące barany bee
Beczące cielaki bee
Ptaki ćwierkające, kukułka zakukająca.
Można wszystko zobaczyć na Kaszubach.

A przyroda sama działa.

Ryczy w gospodarstwie u księdza Kuby na Kaszubach!

 

(więcej)

 

********************************************************************************************************************************************************************************************

 

 

Sztuka otwiera człowieka na miłość - 30.01.2015 r.

Kinga Hrabia

Może i górnolotne, ale przekonywujące są słowa Jana Pawła II „Świat bez sztuki narażą się na to, że będzie światem zamkniętym na miłość”, które w pełni opisują najważniejszą ideę naszych spotkań.

Przyjemnie jest patrzeć jak artysta uważnym okiem, pełnym szacunku i podziwu, spogląda na drugiego artystę. Nasi serdeczni goście i tym razem nas nie zawiedli. Trzask drzwi wejściowych powtórzył się wiele razy, było gwarno i wesoło. Może jest to ostatnie już takie miejsce, gdzie wielobarwne grono intelektualistów spotyka się, by jak dawniej, rozprawiać o sztuce? Młodzi uczniowie z Ukrainy, zachwyceni wieczorem poezji i tańca, zadali mi właśnie to pytanie. Wśród naszej publiczności często zasiadają malarze, pisarze, aktorzy, nauczyciele, muzycy, obcokrajowcy czy członkowie stowarzyszeń kulturalnych. Byli z nami tym razem, min. przedstawicielki Małopolskiego Stowarzyszenia Kultury, Kanadyjczycy i Niemcy oraz malarz krakowskich krajobrazów – Ryszard Mazurkiewicz. Wśród antyków i obrazów malarzy, których wystawy u pani Stanisławy Hnatowicz można liczyć już w setkach, wyczuwa się unikalną atmosferę tego miejsca.


Porządek cyklicznych „schadzek” zakochanych artystów (artystycznych dusz przede wszystkim) został zachowany. Oczywiście, dzwonek, miłe powitanie gości i przedstawienie artystów przez dyrektorkę Teatru Słowa i Tańca – Jadwigę Klimkowicz. Następnie elegancki pianista – Bonifacy Klimkowicz, zagrał dla nas znaną piosenkę Johna Lenona „Imagine”, a zakończył jedną z kompozycji organowych J. S. Bacha.


 

Na pierwszy ogień, ognista tancerka – Kaja Będkowska, zachęcała nas do aktywnego uczestnictwa w warsztatach, mówiąc, ze flamenco może tańczyć każdy, kto chce, bez względu na wiek, wygląd czy doświadczenie taneczne. Czy flamenco to tylko taniec? Flamenco to wachlarz emocji, niesamowita ekspresja, inspiracja światem, odkrywanie siebie, wyrażanie piękna, ale również trudny taniec, w którym rytm odgrywa kluczową rolę. Taniec ten ma swoje źródło w spotkaniach licznych rodzin andaluzyjskich Cyganów, które wspólnie biesiadowały. Flamenco to pewne zjawisko kulturowe, obejmujące śpiew, muzykę i taniec. Audialna tworzy swego rodzaju rodzinę, co sprzyja atmosferze flamenco. Tancerka pięknie przedstawiła nam historię, a co najistotniejsze, samą istotę flamenco. Powiem szczerze, że byłam pod wielkim wrażeniem, gdyż przede mną stała wyjęta prosto z hiszpańskiego filmu, zmysłowa kobieta, o wyrobionej postawie i idealnych ruchach. Nie mieliśmy gitary, ale to przecież wyklaskiwanie rytmu dłońmi – palmas, tworzy podkład i pomaga tancerzom. Wystukiwanie rytmu nogami, ruchy nadgarstków i palców, ugięte nogi w kolanach, obniżone ramiona, klatka otwarta i ruchy bioder… By skoordynować i zapamiętać wszystkie ruchy potrzeba niemałego wysiłku, ale chętni poradzili sobie na pierwszy raz doskonale. Z pewnością urzekł nas wszystkich ognisty rytm, egzotyczny język ciała i gestów oraz ładunek emocjonalny tego tańca. W flamenco nie ma kroku podstawowego, są tylko pewne powszechnie znane zasady. Jest to taniec „żywy”, który ciągle rozwija się dzięki indywidualności tancerzy. Z przyjemnością zapraszamy do Szkoły Tańca La Pasion pani Kai Będkowskiej. Grupa „La Pasión” powstała w 2002 roku w Krakowie z inicjatywy Kai Będkowskiej, łącząc tych, których pasją stało się flamenco. W artystycznych poszukiwaniach czerpie z bogactwa kultury andaluzyjskich Cyganów, ale sięga także do form teatralnych i innych form tanecznych jak taniec współczesny. Ta różnorodność daje inspirację do tworzenia spektakli tanecznych (www.flamenco-krakow.pl).


 

A teraz będzie mowa o drugiej artystce, która jest natchniona inspirującą prozą życia oraz ludzkimi uczuciami. Natknęłam się na schodach na delikatną i subtelną kobietę. Głębokie spojrzenie, łagodne gesty i spokojny głos. Nie bez powodu nazwana przez swoich słuchaczy „Aniołem Poezji”. Czystość i szczerość prostych słów. Poetka, malarka, projektantka mody – Iwona Czarnecka-Budziszewska przybliżyła nam swoją poezję z tomiku pt. „W poszukiwaniu miłości”. Poezja artystki trafiła do Polonii wielu krajów świata, min. Francji, Italii, Niemiec, Stanów Zjednoczonych czy Austrii. W dorobku twórczym poetki jest już ok. 300 wierszy, a jej dzieła plastyczne już niebawem zostaną zaprezentowane na wernisażach w Rzymie, Mediolanie i Norymberdze. Artystka zauroczyła mnie nie tylko swoją poezją, ale niebywałą osobowością.


 

Na koniec – polski chleb z „Piekarni Mojego Taty”, szampan, wspólne zdjęcie, gratulacje i podziękowania. Aż w końcu – ulubiony i wyczekiwany czas na wspólne rozmowy. Ubóstwiam wręcz zakończenia naszych spotkań, kiedy swobodnie dana jest mi możliwość poznania artystów krakowskich oraz rozmowy z doświadczonymi i mądrymi ludźmi na różne tematy. Tym razem „odważni” goście otrzymali wejściówki do Muzeum Historycznego Miasta Krakowa. Już teraz zapraszamy na naszą kolejną „Lekcję Języka Polskiego” wraz z Martą Grabysz i Ewą Ryks. Moja ukochana aktorka i wokalista – Marta Grabysz przy akompaniamencie wspaniałej kompozytorki – Ewy Ryks, oraz sam Witkacy, Geniusz Wszech-czasów – zapowiada niezapomniany recital! Zapraszamy wszystkich pasjonatów sztuki: (kontakt: 660-951-909, e-mail: teatrsit@op.pl, wejście tylko z zaproszeniami i wcześniejszym zarezerwowaniem miejsca).

 

Może i sztuka otwiera człowieka na miłość.

Foto: Ela Marchewka

 

 

Rok 2014

 




https://www.youtube.com/watch?v=JyU5iwcfF1k

 

 

Rok 2013 

























 

 

 

 

https://www.youtube.com/watch?v=Pl4LOXmHOuo

 

 

Rok 2012

Rok 2011

 









Rok 2010










Rok 2009

 

Rok 2008

 

 












 



 








 

Rok 2007

 

Rok 2006


 

 

Rok 2005